Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/laude.pod-dziedzina.podlasie.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server154327/ftp/paka.php on line 5
wracał przed siódmą wieczorem, a niekiedy nawet później. Lecz Lily

- Jeszcze raz przepraszam za wczoraj! - woła za nią Simon.

Na pewno grałby już w Małej Lidze. Mógł też mieć akwarium,
częścią misternego planu mającego na celu skojarzenie ze sobą Milli i
i tamten zdradzi jej kolejne nazwiska. Trzeba było tylko podążać
wiązał się z robotą Poszukiwaczy Zdecydowała, że jeśli nie jest to
- Chyba sama nie widzisz tego, co można łatwo wyczytać z
Wczoraj o mało nie zginęła w nurtach potoku. Czy naprawdę świat się
płaszcz i wsunęła bose stopy w butyWyszli razem na werandę z tyłu
- Jak pana znalazł? - Był zainteresowany tartakiem, zadzwonił i spytał o mnie. - A nie o Reksa Buchanana? Przecież to on jest prezesem zarządu, czy jak tam teraz nazywacie dyrektora. - Baldwinowi powiedzieli, że to ja prowadzę firmę. Rex jest właściwie na emeryturze, a Derrick nie ma nic do gadania. - Mimo wszystko jest synem Reksa. - T. John zagryzł dolną wargę. - Więc nie przeszło panu nawet przez myśl, że to może być Brig? - To nie był Brig. - Jasne. - T. John zebrał zdjęcia, wyprostował się i uśmiechnął do Cassidy. Patrzył na nich jak na łgarzy. Żując gumę, skierował się do drzwi. - Może chcą państwo jedno? Mam tego dużo w biurze. - Wręczył Cassidy zdjęcie Marshalla Baldwina, na którym stał na skalistym zboczu, mrużąc oczy w słońcu. - Wiem, że są państwo zmęczeni. To był cholernie ciężki tydzień. Jeżeli będziecie mi mogli powiedzieć coś więcej o Marshallu Baldwinie, to będę wdzięczny. Chase wstał z trudem. - A jeśli pan dowie się czegoś o mojej matce, to proszę o telefon. Wilson cmoknął. - To też jest dziwne, nie sądzi pan? Wygląda na to, że zapadła się pod ziemię. A może pan wie, gdzie ona jest? Chase mocno zacisnął zęby. - Znajdź ją, Wilson. - Staram się - powiedział zastępca szeryfa z zimnym uśmiechem na twarzy. - Robię, co mogę. 19 Co wiesz o Baldwinie? - spytała stanowczo Cassidy następnego ranka, gdy Chase wszedł do kuchni. W nocy nie chciał z nią rozmawiać. Zostawił ją w gabinecie i poszedł do swojej sypialni, ale ona nie miała zamiaru po raz kolejny dać się spławić. Na stole leżał otwarty „Times”. Obok artykułu Billa Laszlo znajdowało się zdjęcie Marshalla Baldwina. - Byłaś przy rozmowie. Słyszałaś, co mówiłem. - Chase spojrzał na gazetę i wykrzywił się. - Sępy już krążą. - Bill wykonuje swoją pracę. - Racja. To gówniany sposób zarabiania na życie. - Ja też to robię. Nie zwrócił uwagi na to, co powiedziała. Wspierając się na kuli, nalał sobie kawy do filiżanki i poszukał słomki. - Słyszałam, co powiedziałeś zastępcy szeryfa. A teraz chcę usłyszeć prawdę. - Myślisz, że kłamałem? Boże, Cassidy, daj spokój. - Nie tylko ja tak myślę. Wilson też jest tego pewien. On to wie. Może i mówi jak wieśniak, co przed chwilą spadł z wozu z sianem, ale jest sprytny. Sprytny, pracowity i nieugięty. Chodzą plotki, że chce zostać szeryfem po Floydzie Doddsie. Potrzebuje tylko dobrej reklamy. Właśnie takiej. - Ja mu jej nie dam. - Odstawił kawę i chciał wyjść z kuchni, ale Cassidy zagrodziła mu drogę. Wysunęła podbródek. Wyprostowała plecy i spojrzała na niego wyzywająco. - Odsuń się, Cass. Drżała w środku, ale próbowała zapanować nad emocjami. Bądź zawodowcem. Nie angażuj się. Zachowaj dystans i obiektywnie spójrz na sytuację. Bez emocji. Jakbyś była na wizji i relacjonowała wydarzenia. Ale to było niemożliwe. Gdy coś miało związek z Chase’em, dostawała niemal skrętu kiszek z przejęcia. - Słuchaj, Chase. Jeżeli mamy zacząć od początku, musimy mówić sobie prawdę. - Tak jak ty to robiłaś wobec mnie. - Starałam się... - Jak cholera. - Chciał się prześlizgnąć obok niej, ale Cassidy się nie ruszyła. Pierś wznosiła mu się i opadała, a skóra poczerwieniała z wściekłości. - A poza tym ja nigdy nie powiedziałem ani słowa o zaczynaniu od nowa. Raczej zgodziłem się mieszkać z tobą pod jednym dachem, dopóki mnie nie zostawisz w spokoju. Zgodziłem się spróbować jeszcze raz. Bez zobowiązań. Bez obietnic. - Ale nie uda nam się, jeśli nie będziesz szczery. - To dotyczy dwóch stron, Cassidy. - Co masz na... - Wiem, że prowadzisz własne dochodzenie. Dzwonisz, zbierasz informacje o pożarze sprzed siedemnastu lat, o śmierci Angie. O nagłym zniknięciu Briga. - Wycedził przez zęby imię brata, jakby się nim brzydził. Nozdrza drżały mu z wściekłości. - Nie udawaj takiej niewinnej. Wiem, dlaczego chcesz wyjaśnić tę cholerną sprawę. Miałabyś bombowy materiał. Poczuła się tak, jakby dostała od niego w twarz. - Nigdy...
an43
czy numer tajemniczego telefonu, który przyniósł jej wiadomość o
paroksyzmy bólu, straszliwe drgawki, które trzęsły jej bezwładnym
wątpliwości: mógł zabić i zapewne robił to w przeszłości. Może jeśli
Znowu. Ręce jej lekko drżały i wylało się trochę kawy. Poparzyła sobie rękę. - Powiedział mi, że to nie on podpalił tartak. - Wiem. - Ale nie wiesz, co się stało. - A ty wiesz? - wyszeptała. Serce łomotało jej jak szalone. Kim jest ten człowiek, który tyle wiedział i cały czas milczał? Kim jest jej mąż, z którym się kochała? Ile tajemnic miał przed nią przez te wszystkie lata? Ile myśli zachował tylko dla siebie? - Brig pojechał do tartaku, żeby załatwić sprawę z Jedem Bakerem. Pobili się u nas w domu, ale Brig był przekonany, że Jed jeszcze nie dostał za swoje. Przyjechał za późno. Tartak stał już w płomieniach. Zobaczył Williego, wbiegł do środka i go wyciągnął. Wrócił po Jeda i starał się go wydostać. - W jego oczach nagle pojawił się mrok. Mówił ledwie słyszalnym szeptem. - Nie udało mu się, bo między nimi była ściana ognia. - A Angie? Chase odwrócił wzrok i patrzył w dal. - Brig przysięgał, że nie wiedział, że ona tam jest. Nie widział jej z Jedem. Dowiedział się później. - O Boże. - Cassidy nagle zrobiło się zimno. Poczuła się tak, jakby weszła do ciemnego, lodowatego jeziora. Przypomniała sobie pożar, sięgającą nieba ścianę płomieni, chmury dymu i wstrętny, oślepiający strach... Chase znowu na nią spojrzał. - Powiedział, że pomogłaś mu uciec. Uparłaś się, żeby wziął twojego konia. Pokiwała w milczeniu głową. - I dałaś mu medalik świętego Krzysztofa. - Wpatrywał się w nią tak uporczywie, że nie mogła odwrócić wzroku. - Chyba nosił go cały czas. Miał go tej nocy, kiedy wrócił. Łzy napłynęły jej do oczu. Zacisnęła zęby, żeby się nie rozpłakać. Kubek wypadł jej z rąk na ganek i stoczył się między paprocie i azalie. - On nigdy cię nie zapomniał, Cass. - Dlaczego wrócił akurat teraz? Odwrócił wzrok. - Chase? Co powiedział? Chase podniósł się z kanapy i usiadł na ławie, na której Cassidy trzymała bose stopy. Ujął je w ciepłe dłonie, które niosły pocieszenie. - Bo nadszedł czas. Wrócił, bo chciał się dowiedzieć, kto podpalił tartak. Wiedział, że oskarżono jego. Postanowił poznać prawdę. Miał pieniądze i sądził, że nikt go nie rozpozna. Prosił, żebym mu pomógł. Kupno drewna i cała reszta, to był tylko kamuflaż. - Ale przecież ludzie by go rozpoznali? Zgolił brodę... - Na początku nikomu by się nie pokazywał. Poza tym wyglądał inaczej. Miał złamany nos, bo przytrafił mu się wypadek, gdy pracował w tartaku. Twarz mu się trochę zmieniła. - A ty go poznałeś? Przełknął z trudem ślinę, mocniej ścisnął jej łydkę, a potem się podniósł i pociągnął ją, żeby wstała. - Oczywiście. - A ja bym go poznała? Wpatrywał się w nią przez chwilę, która wydawała się wiecznością. Odezwał się niskim, pełnym uczucia głosem, którego nie była w stanie pojąć. - Nie sądzę, Cass. Chmury odpłynęły, odsłaniając słońce. - Może chciałabym się z nim pożegnać. Objął ją mocniej i przyciągnął do siebie. - Ja też. Chwyciła go rękami w pasie i trzymała mocno. - Ja... Przepraszam, za cały ból, jaki ci zadałam. Przez Briga... - Ćśśś. To już za nami. - Jego oddech połaskotał ją we włosy. Łzy popłynęły jej po policzkach. - Tak? - Zastanawiała się, czy kiedyś naprawdę o wszystkim zapomną, czy duch Briga McKenziego będzie ich dręczył zawsze. - Musimy pozwolić, żeby to umarło. - Ale jak? Dopóki nie dowiemy się, kto podpalił tartak, kto zabił Angie, kto... - Wzdrygnęła się, i przesunęła rękami po jego plecach. Poczuła silne mięśnie pod koszulą. - Kto był ojcem jej dziecka? - Myślisz, że to on? - spytał Chase. Stał nieruchomo, a jego ciało nagle zesztywniało. - Nie wiem, o Boże, nie wiem. - Przywarła do niego rozpaczliwie, głaszcząc go po ramionach. Pocałował ją. Jego oczy jaśniały z przejęcia.
rozmiarem i bogatym ornamentem. Zapewniał świetną kryjówkę;

do niej tyłem. Jednak zobaczyła lśniące blizny na

była już zupełnie rozładowana. Chciała skorzystać z telefonu
- Znalazłeś Pavona?
jotę jego zachowania.

proste.

każde kłamstwo.
Gdy znaleźli się w domu, rzekł do niej:
czasie kolacji, którą jedli z Richardem w ulubionej restauracji, myślała

była hałaśliwa, przyjacielska i otwarta. Dziadek Diaza był zupełnie

Jack ze śmiechem zamknął ją w swych ramionach.
się, dlaczego właśnie tamtego ranka poprosił cię o rękę?!
którego tak naprawdę nie znała. Ale broniła też siebie. To uczucie